LICENCJA
www.licencja.blog.interia.pl
O mnie
Licencja
42
,
Kraków
Słówko o mnie
Interesuje mnie ciekawe zycie.
Zobacz mój profil
(Nie)ważny klik
ILE?
 
2607
Liczę (na) gości
Pożądana liczba:
 
132534
Dowód na wolność słowa:
 
9393
 
41
Leżakują w piwnicy
Rok 2010
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Powrót
2008-10-26 CIEPŁE JAK ZUPA- SŁOWO NA NIEDZIELĘ.

 

Zupa dyniowa jest najpyszniejszym świadectwem prawdy, że czasem wyrafinowanie leży w prostocie. Bo nie ma nic prostszego nad jej przygotowanie, a smak jest wyrafinowanie aksamitny, gdzie jego początek jest zaledwie zapowiedzią satysfakcjonującego końca, kiedy język wpada w orgazmatyczne drżenia od jęków rozkoszy kubków smakowych.
Docenianie prostych przyjemności przychodzi podobno z wiekiem, na mnie widocznie przyszło między latami 40-41, bo dopiero teraz szukam prostoty wszędzie gdzie się da. I w emocjach i w makijażu i w butach i w gotowaniu. I choć ilość prostot w życiu nie ma wpływu na jego złożoność, nie tracę nadziei, że kiedyś będę żyć po prostu spokojniej i zgodnie z naturą. I z zupą dyniową piękną jesienią. A jako, że w życiu czas traci się najłatwiej i co gorsza bezpowrotnie, na zupę dyniową poświęcam nie więcej niż 20 minut mojego bytu na tym nienajlepszym ze światów.


Na Kleparzu kupiłam półksiężyc dyni, mniej więcej kilogramowy. Wycięłam z niego wszystkie miękkości z pestkami, a pomarańczowe twardości, nasycone witaminą A pokroiłam na niewielkie kawałki. W międzyczasie na masło na patelni wrzuciłam ząbki czosnku z całej główki, przekrojone na pół, pokrojoną w talarki cebulę i dwa surowe ziemniaki pokrojone w kostkę, a gdy się już podrumieniły z uciechy własnym towarzystwem, dodałam do ich trio dynię. Pomieszałam, zawirowałam, popotrząsałam i takie wstrząśnięte i zmieszane wrzuciłam do topieli gorącego bulionu warzywnego, w takich sprawach idę na łatwiznę i używam Knorra. W kuchni nie ma sentymentów, kuchenne life is brutal, nie obeszło mnie to, że towarzystwo zaczęło tonąć. Cel uświęca środki, cechą skutecznego działania w kuchni ma być stosowanie przy realizacji zamierzeń środków moralnie nagannych takich jak przemoc, często nacechowana okrucieństwem, przewrotnością i brakiem skrupułów. Jest to usprawiedliwione kulinarną rozkoszą i niech mi wybaczy Machiavelli. Dodałam soli, odrobiny gałki muszkatołowej, popieprzyłam tak jak lubię, i niech rzuci we mnie korzeniem imbiru,  ten kto pieprzenia nie lubi.
Gdy rozpaczliwe krzyki o pomoc dochodzące z garnka powoli ucichły, a smakowita para unosząca się z kotła stłumiła moje wyrzuty sumienia, wrzuciłam towarzystwo do miksera i zamieniłam ich nędzną ziemską powłokę w niebiański, aksamitny krem, tak miękki jak pióra ze skrzydeł aniołów, tak miękki jak miękkie potrafią być usta diabła  w pocałunku pełnym czułości. By w pełni docenić tę miękkość, znalazłam dla niej kontrast w podaniu zupy z malutkimi grzankami lub uprażonymi na oliwie pestkami dyni. I absolutnie konieczny był ten kleks śmietany, jak kropla perfum między piersiami…
Miłej, ciepłej, nudnej, spokojnej niedzieli!

Li.

 

Aby móc komentować tego bloga musisz podać hasło:
   
Hasło:


Mo67@poczta.fm


Zobacz serwisy INTERIA.PL